Medytacja na pierwszą sobotę miesiąca - tajemnica I bolesna

Modlitwa Jezusa w Ogrójcu

(rozważanie w trzech częściach; po każdej z nich własna medytacja)

Z Ewangelii według św. Mateusza:

I. Wtedy przyszedł Jezus z nimi do ogrodu, zwanego Getsemani, i rzekł do uczniów: "Usiądźcie tu, Ja tymczasem odejdę tam i będę się modlił". Wziąwszy z sobą Piotra i dwóch synów Zebedeusza, począł się smucić i odczuwać trwogę. Wtedy rzekł do nich: "Smutna jest moja dusza aż do śmierci; zostańcie tu i czuwajcie ze Mną!". I odszedłszy nieco dalej, upadł na twarz i modlił się tymi słowami: "Ojcze mój, jeśli to możliwe, niech Mnie ominie ten kielich! Wszakże nie jak Ja chcę, ale jak Ty" (26, 36-39).

Jezus zrozumiał, że nadszedł czas ostatniej walki z księciem ciemności. Rozpoczyna ją od trudnej modlitwy. Zabiera na nią swoich apostołów, wyznacza trzech z nich do bliższego czuwania z Nim, a sam wchodzi w najściślejszy krąg modlitwy sam na sam z Bogiem. W geście prostracji, twarzą do ziemi modli się o wypełnienie woli Bożej.

Tak gorliwie i prawdziwie modli się tylko Jezus, choć przecież odkrywamy w Jego modlitwie trochę nas samych - jeśli to możliwe, niech ominie mnie ten kielich. Jezus otoczony jest dwoma kręgami uczniów; w pierwszym siedzą w geście oczekiwania, w drugim czuwają z Jezusem, choć bardzo słabo, bo wnet zasną. On w centrum, zatopiony w modlitwie. Do prawdziwej modlitwy dochodzi się po wielu trudach, choć przecież modlitwa jest także dialogiem dziecka z Bogiem Ojcem. Taka prosta modlitwa to wielki dar, ale zwyczajnie trzeba się natrudzić, trzeba się prawdziwie skoncentrować, znaleźć realnie przed Bogiem.

A może głęboką modlitwę implikuje poczucie zagrożenia, cierpienia, ciemność egzystencjalna? Jezus zawsze głęboko się modlił: rozradował się w duchu - wysławiam Cię, Ojcze, Panie nieba i ziemi; wychodził na modlitwę nocą, w samotności. Uczeń Chrystusa praktykuje także tę drogę modlitwy ku prawdziwemu zjednoczeniu z Bogiem, od prostych form modlitwy ustnej, potem medytacji, aż może do szczytów zatopienia się w Bogu i doświadczenia Jego prawdziwej obecności.

II. Potem przyszedł do uczniów i zastał ich śpiących. Rzekł więc do Piotra: "Tak, jednaj godziny nie mogliście czuwać ze Mną? Czuwajcie i módlcie się, abyście nie ulegli pokusie; duch wprawdzie ochoczy, ale ciało słabe". Powtórnie odszedł i tak się modlił: "Ojcze mój, jeśli nie może ominąć Mnie ten kielich i muszę go wypić, niech się stanie wola Twoja!". Potem przyszedł i znów zastał ich śpiących, bo oczy ich były senne. Zostawiwszy ich, odszedł znowu i modlił się po raz trzecie, powtarzając te same słowa. Potem wrócił do uczniów i rzekł do nich: "Śpicie jeszcze i odpoczywacie? A oto nadeszła godzina i Syn Człowieczy będzie wydany w ręce grzeszników. Wstańcie, chodźmy! Oto blisko jest mój zdrajca" (26, 40-46).

Uczniowie posnęli. Zdaje się, że do nich nie dotarło jeszcze poczucie grozy sytuacji, że naprawdę zbliża się dramatyczny finał. Osłabnięcie apostołów w gorliwości zapowiada oczywiście także i nasze słabości w tej kwestii. Też jesteśmy słabi na modlitwie, uciekamy z niej, skracamy ją. Nie do wiary - myślimy - najbliżsi przyjaciele Jezusa tak bardzo Go zawiedli w tej godzinie walki. Ale to przecież także wielki znak naszej duchowej ignorancji, słabości i letniości. Apostołowie przyglądali się przez ostatnie miesiące Jezusowi i Jego relacji z Bogiem, podziwiali urobienie duchowe, prosili: naucz nas się modlić.

Jeszcze może im się nie zdarzyły chwile głębokiej kontemplacji, prawdziwej modlitwy w ekstatycznym uniesieniu. Na wszystko przyjdzie czas. Tymczasem teraz zasypiają, nie czuwają, nie podzielają Jezusowego zaangażowania w rozmowę z Bogiem. Ich ignorancja w Getsemani trochę nas usprawiedliwia, trochę uspokaja, ale także inspiruje: Czuwaj! Nie śpij na modlitwie! Wypłyń na głębię! Jezus po modlitwie w Ogrójcu jest gotów stawić czoło największemu wyzwaniu, przed jakim stanął w swej misji.

Apostołowie nie przygotowali się do tego wyzwania i za chwilę zaczną popełniać błędy: chwycą za miecz, rzucą się do ucieczki, wyprą się Jezusa, zabraknie ich na drodze krzyżowej, by pomóc skazańcowi, nie będzie ich (z wyjątkiem Jana) na Golgocie. Nie przygotowali się modlitwą do prawdziwych wyzwań. Zawiedli.

III. Gdy On jeszcze mówił, oto nadszedł Judasz, jeden z Dwunastu, a z nim wielka zgraja z mieczami i kijami, od arcykapłanów i starszych ludu. Zdrajca zaś dał im taki znak: "Ten, którego pocałuję, to On; Jego pochwyćcie!". Zaraz też przystąpił do Jezusa, mówiąc: "Witaj Rabbi!", i pocałował Go. A Jezus rzekł do niego: "Przyjacielu, po coś przyszedł?". Wtedy podeszli, rzucili się na Jezusa i pochwycili Go. A oto jeden z tych, którzy byli z Jezusem, wyciągnął rękę, dobył miecza i ugodziwszy sługę najwyższego kapłana, odciął mu ucho. Wtedy Jezus rzekł do niego: "Schowaj miecz swój do pochwy, bo wszyscy, którzy za miecz chwytają, od miecza giną [...]". A do tłumów rzekł: "Wyszliście z mieczami i kijami jak na zbójcę, żeby Mnie pojmać. Codziennie zasiadałem w świątyni i nauczałem, a nie pochwyciliście Mnie. Lecz stało się to wszystko, żeby się wypełniły Pisma proroków". Wtedy wszyscy uczniowie opuścili Go i uciekli (26, 47-56).

Królowanie Boga pośród nas to wielka tajemnica. Wszyscy wierzymy, że Jezus zbawił świat, że pokonał szatana, że miłością dotknął serc milionów swoich wyznawców. Ale dlaczego ciągle się nam wydaje, że tak nie jest, że to właśnie zło dominuje, szatan zwycięża w sercach ludzkich, a zbawienie okupione miłością Jezusa prawie nikogo nie interesuje? Jezus oznajmił przed Piłatem, że królestwo Jego nie jest stąd. Ma ono zupełnie inny charakter niż ziemskie królestwa. Opiera się na innych prawach. Takie królestwo przyszedł ogłosić i wraz  Jego misją staje się ono obecne na ziemi, ono pośród nas jest. Kto przylgnie do Jezusa, ten doświadcza, jak tajemnica tego królestwa zaczyna stawać się jego własnością. We dnie i w nocy ono w nim kiełkuje, i nie wiadomo, kiedy jest już w jego sercu. To wielce pocieszająca nauka Jezusa. Jest w niej Boży optymizm. Za miłość do siebie Bóg odpłaca swoim wyznawcom ujawnianiem wciąż nowych swoich tajemnic - tajemnic Jego królestwa. To wyzwala nową miłość do Boga, a ona prowadzi do jeszcze głębszego wniknięcia w Boża prawdę. W tej pięknej przypowieści ukryta jest Matka Jezusa. Bóg wszczepił w Nią nasienie swojej miłości, a ono, w pięknym, codziennym i zwyczajnym życiu Maryi, rozwijało się i owocowało. Wydała Maryja owoc żywota swojego - Jezusa, zrodziła w wieczerniku owoc duchowy - Kościół apostolski. I gdy przyszła pora na żniwo, okazała się najdoskonalszym owocem ziemi - "w niebo wziętym". Maryja cała wpisała się w tajemnicę Królestwa Boga na ziemi. To z Jej pomocą Jezus głosi nam Królestwo Boże, a Ona przynagla nas, by słuchać Jej Syna i nawracać się.

Ks. Andrzej Oczachowski, Modlitwa Jezusa w Ogrójcu, w: Nasz Dziennik nr 278/2018, s. 18.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz